„0 przybyciu z frontu burgundzkiego. Krótko relacjonuję marsz przez tereny okupowane, na koniec zaś proszę o umożliwienie nam opuszczenia Francji. Musimy przedostać się do Anglii, bo tam nadal walczą polskie jednostki.
Na twarzy Francuza wyraźne zakłopotanie.
— O tym porozmawiamy później. Proszę zgłosić się za dwa dni. Na razie szef kancelarii wyda kartki hotelowe i bony na wyżywienie. Jemu też należy zdać broń. Oczywiście za pokwitowaniem — dodał uspokajająco.
Po tylu tygodniach obcowania z naturą trochę głupio czujemy się w ruchliwym mieście, które żyje, jakby nie było wojny.
Wszędzie krzyczą z murów ogromne plakaty z podobizną marszałka Pćtaina, absolutnego szefa państwa francuskiego. Nic ma już bowiem Republiki i przepadło gdzieś z francuskich sztandarów szczytne hasło „Liberte, Egalite, Fraternitć". W zamian narodziła się dyktatura.
Pierwsza noc pod dachem, w normalnym łóżku. Puchowa poduszka, ciepła kołdra. Odzwyczaiłem się od takich luksusów
1 długo nie mogłem zasnąć, a rano — o ironio — wstałem z rozsadzającym nos katarem.
Tylko dwa dni popasaliśmy w Vichy. W działającej tutaj placówce Polskiego Czerwonego Krzyża uświadomiono nam ryzyko poruszania się po ulicach petainowskicj stolicy w mundurach z polskimi dystynkcjami i orzełkiem na berecie. Wojsko Polskie we Francji już przecież nic istnieje. Tu zaś urzęduje kolaboracyjny gabinet, wysokie komisje niemieckie i włoskie, a całe miasto naszpikowane jest szpiclami wszelkiej maści. Na pomoc Francuzów w przedostaniu się do Wielkiej Brytanii nic ma co liczyć. Mogą natomiast zgarnąć z ulicy, a wówczas nie wiadomo, co nas czeka.“(4)


Adwokat Szczecin |transport samochodowy |Tworzenie Stron Katowice