„9 — Jezioro Księżycowai on
got jaskółek. Co wieczór o tej porze zaczynała mówić dziwnym głosem — i to nie do Locha ani do Cassie, ani do Luelli, ani do ojca, ani nawet do zapadającego zmierzchu. Mówiła raczej jakby do jakiegoś muru. Teraz, powiedziawszy swoje, nachyliła się nad Lochem, ucałowała go mocno i wypłynęła z pokoju.
Z ulicy dochodziło śpiewanie. Cassie mignęła mu przez drzwi. Podobna była do świetlanej smugi matczynej, tyle że znacznie mniejsza. Słychać było zajeżdżający po nią drabiniasty wóz. Potem głosy witających się z nią dziewcząt i chłopców, potem jej własny głos, odpowiadający tymi samymi słowami, niby nigdy nic, jakby się nic przed chwilą nie stało. Wciągnięto ją na wóz. Potem Ran MacLain albo jego brat Eugene jak zwykle zaproponowali, żeby pani Morrison także się z nimi zabrała. — Proszę jechać z nami! — wołali. Czyżby rzeczywiście mieli ochotę na towarzystwo matki Loch słyszał skrzypienie oddalającego się wozu, a po chwili dźwięki hawajskich gitar i słowa piosenki, której nie potrafił sobie przypomnieć.
Po dłuższym czasie uniósł się w łóżku i oparty na łokciach zaczął przyglądać się opuszczonemu domowi, który znowu wyglądał jak zwykle. Na powoli ciemniejącym niebie przysiadła na chwilę pojedyncza chmura, długa i wąska jak skrzydło mitycznego ptaka. I tak jak owa tajemnica, która przez całe popołudnie trzepotała w nim niby zagubiony, złocisty ptak, uleciała teraz bezpowrotnie w dal. Teraz, kiedy już był znowu sam, kiedy znowu zapanowała dokoła cisza, wstrząsały nim dreszcze. Może niedługo gorączka opadnie i nadejdą zimne poty.“(7)


TotoMix |kasyno |organza